SZEŚĆ LAT PÓŹNIEJ
Obudziłem się w środku nocy. Znowu śnił mi się tamten dzień. Tamten dzień, kiedy Jerry ścigał nas na motorze i jeszcze o niczym nie wiedziałem. Cóż, dzisiaj wiem niewiele więcej. Moja mama pewnie nie żyła, a gdybym zapytał się kogokolwiek tutaj, czemu nas porwali, z pewnością dołączyłbym do niej. Wiem tylko, że teraz z Alice należymy do jakiejś sekty, która żyje pod ziemią. Jest tu naprawdę nowocześnie, nie licząc mojego pokoju. W sumie to nie wiem, jak jest w innych, bo mam dostęp tylko do dwóch pomieszczeń. Do mojego pokoju, który jest totalną jaskinią, oraz do ,,pokoju dziennego, ha, ha, ha''. Zawsze, kiedy ktoś po mnie przychodzi, zawiązuje mi oczy, prowadzi mnie do jakiegoś laboratorium, gdzie mnie usypiają, potem mówi: ,,Odprowadzimy cię do pokoju dziennego, ha, ha, ha!''. To rzeczywiście baaardzo zabawne, bo tutaj nie ma pokoi dziennych. Wszystko jest pod ziemią, więc nigdzie nie ma słońca. Pokój dzienny wygląda mniej więcej jak moja sypialnia: jaskinia z jedną kanapą, jednym stolikiem i jedną szafką. W suficie jest panel świetlny, który daje w sumie jedyne światło. Nie wiem, czy wszystkie pomieszczenia tutaj wyglądają tak samo, bo tylko w tych dwóch nie zawiązują mi oczu.
Nie mogę zadawać żadnych pytań. Kiedy zapytałem pierwszego dnia, czemu mnie porwali, oberwałem w twarz. Kiedy zapytałem, gdzie jest Alice, znowu oberwałem. Kiedy zapytałem, czemu nie mogę się z nią zobaczyć, oberwałem jeszcze mocniej. Kiedy odzyskałem przytomność i zapytałem, czemu zawiązują mi oczy, oberwałem tak, że obudziłem się do dwóch dniach. Sam odgadłem, że nie mogę pytać, czym zajmuje się ich podziemna organizacja i czemu usypiają mnie w jakimś laboratorium. Miałem do nich masę pytań, ale wiedziałem, że nie mogę ich zadawać, a oni nie mogą mi odpowiedzieć. Raz na tydzień do mojej sypialni przychodzi jakiś gościu z bronią, cały ubrany na czarno i mamy się bić. Raz zapytałem go czemu i już przygotowywałem się, że znowu oberwę, ale on spokojnie odparł, że to w ramach mojego treningu. Przychodził co czwartek i co czwartek coś sobie łamałem, więc zawiązywali mi oczy, prowadzili gdzieś, usypiali i z powrotem składali. Po dwóch latach to ten gościu sobie co tydzień coś łamał. A raczej: to ja mu coś łamałem. Od pół roku przychodzi ktoś inny i od początku nawzajem się łamiemy. Dziwna forma treningu.
Przetarłem oczy. Nie miałem w pokoju włącznika światła, wszystkie zapalały się automatycznie o siódmej trzydzieści i gasły o dwudziestej trzeciej. Łaskawie mogłem mieć zegarek. Oczywiście nie ten, z którym tu trafiłem. Zabrali mi wszystkie moje rzeczy, dali nowe ubrania, a kiedy sprawdzili, czy nie mam przy sobie czegoś, co pomogłoby mi się tu wydostać lub zniweczyć plany innych, oddali mi je z powrotem. Ale nie wszystkie, oddali mi tylko plecak z zeszytami z trzeciej klasy i komórkę, która i tak sześć lat temu się rozładowała.
Odrzuciłem koc na bok i wstałem. Przede mną metalowe drzwi przesunęły się na bok i wszedłem do ,,pokoju dziennego, ha, ha, ha''. Uklęknąłem przed komódką pod ścianą, otworzyłem dolną szufladę i wyjąłem z niej mój telefon. Próbowałem go włączyć, ale jak zawsze pojawił się biały napis ,,Naładuj baterie'' i ponownie się wyłączył. Oparłem się czołem o wyższą szufladę i westchnąłem. Nagle usłyszałem za sobą jakieś pikanie. Odwróciłem się, ale w pokoju nikogo nie było. Podszedłem do zamkniętych drzwi wyjściowych. Pikanie było coraz głośniejsze. Próbowałem jakoś przesunąć drzwi, ale nie miałem karty, która mogła je otworzyć. Mieli ją tylko ci, co pełnili jakąś rolę w tej sekcie. Ja byłem więźniem.
Kopnąłem wściekły drzwi i pikanie na chwilę ustało. Zamrugałem i próbowałem jeszcze raz otworzyć drzwi, ale nawet nie drgnęły. Znowu coś zaczęło pikać, tym razie cztery razy głośniej i szybciej. Momentalnie światła się zapaliły i musiałem zmrużyć oczy, zanim się do nich przyzwyczaiłem. Drzwi gwałtownie się otworzyły i do pokoju wpadł wysoki mężczyzna w czarnym, długim płaszczu. Pikanie ustało, za to słyszałem za nim krzyki, póki nie zamknął drzwi.
- Co ty zrobiłeś? - zapytał przestraszony.
To był Jerry.
- Ty to możesz zadawać pytania, tak? - prychnąłem.
Walnął mnie pięścią w twarz.
- Co ty zrobiłeś?! - zapytał jeszcze raz.
Podniosłem na niego wzrok.
- Nic nie zrobiłem.
- To czemu nie śpisz, do cholery?!
Wzruszyłem ramionami.
- Usłyszałem jakieś pikanie i wstałem.
Jerry zamrugał zdezorientowany.
- Jakie pikanie? O czym ty mówisz? Tylko mój prawdę, bo oberwiesz jeszcze raz.
Ponownie wzruszyłem ramionami.
- Skąd mam wiedzieć, jakie pikanie, skoro nie mogę nawet wyjść z pokoju? - uniosłem jedną brew.
Jerry wypuścił z sykiem powietrze.
- Idziemy - szarpnął mnie za ramię i wyszliśmy z pokoju. Pierwszy raz od sześciu lat mogłem wyjść i wiedzieć, gdzie idę.
Robi się przerażająco.......................
OdpowiedzUsuń