Otworzyłem szeroko oczy, kiedy zobaczyłem, co jest poza moim pokojem i ,,pokojem dziennym, ha, ha, ha''.
Cały podziemny kompleks był nie wiem jak głęboki, bo, gdy patrzyłem w dół, widziałem zatapiające się w ciemności korytarze. Wszystko wyglądało, jakby meteor spadł z nieba i zrobił wielką, głęboką dziurę. Naokoło dziury były wysokie kamienne ściany, w których co kilka metrów były metalowe drzwi. Jedyną drogą na tym piętrze była wąska, metalowa droga, otoczona niebieskimi barierkami. Na każdym piętrze biegali spanikowani ludzie. Rozglądałem się w górę, dół i na boki, a Jerry szedł szybko i wyglądał na równie przestraszonego jak wszyscy inni. Zauważyłem, że każdy ma na sobie taki sam płaszcz jak on, więc łatwo było zwrócić uwagę na mnie. Miałem na sobie dżinsy i białego T-shirta, więc wyróżniałem się w szczególności jasnymi kolorami. Jerry zaprowadził mnie do pokoju, nie różniącego się wiele od mojej sypialni. Stała tam Alice i dwójka innych ludzi w naszym wieku. Wytrzeszczyłem oczy na widok przyjaciółki. Nie widziałem jej od sześciu lat i ledwie ją poznałem. Miała takie same błękitne oczy, włosy jej pociemniały i były teraz złoto-rude, była tego samego wzrostu co ja i też ubrana w czarny płaszcz. Za nią stała trochę niższa dziewczyna o ciemnej karnacji i z brązowymi włosami, a obok przestraszony czarnowłosy chłopak. Wszyscy ubrani byli w firmowe płaszcze z małym, białymi cyferkami. Alice miała nadrukowane A-48, dziewczyna za nią T-50, a chłopak obok L-51. Jerry wyjął z szafy pod ścianą jeszcze jeden płaszcz i rzucił mi go. Jednak odsunąłem się trochę na bok i patrzyłem, jak czarny materiał spada na podłogę tam, gdzie przed chwilą stałem. Jerry zaklął i zamknął z trzaskiem szafę. Alice popatrzyła na mnie błagalnie.
- Ubierz go - Jerry stanął przede mną i spiorunował mnie wzrokiem.
- Czemu? - spytałem.
- Bo ci tak karzę!
Przewróciłem oczami. Wziąłem płaszcz z podłogi i narzuciłem go na siebie. Na kieszonce po lewej stronie nadrukowane było małe C-49.
- No dobra - Jerry przegryzł wargę i spojrzał niepewnie na drzwi, przez które weszliśmy. - Żadne nie wie, o co chodzi, prawda?
Pokręciliśmy zgodnie głowami.
- Nie mam za dużo czasu na wyjaśnienia, ale musicie wiedzieć, że nie przekierowaliśmy was tutaj...
- Porwaliście - poprawiłem go. Jerry spojrzał na mnie zrezygnowany. Puściłem do niego oko.
- Nie porwaliśmy was tutaj, żeby przeprowadzać na was doświadczenia i zniszczyć świat - powiedział.
- Ale - dziewczyna za Alice odchrząknęła. - Ale właśnie to robiliście przez ostatnie dwa lata.
- Sześć - powiedzieliśmy z Alice jednocześnie.
- Nie mam czasu, żebyście mi się teraz wtrącali! - zdenerwował Jerry.
- Ja mam całkiem sporo czasu - stwierdziłem.
Jerry wyglądał, jakby chciał znowu mi przyłożyć, ale się rozmyślił.
- Chodzi o to, że teraz jesteśmy...
- Pod ziemią - mruknąłem.
- Zamknij się w końcu! - wrzasnął Jerry, po czym wyglądał, jakby popełnił największe przestępstwo na świecie. - Jesteśmy teraz w organizacji, która zajmuje się, nie odzywaj się, Charlie, obserwacją i badaniami... nieważne czego i istnieją dwie takie organizacje. Nieważne. Jak widać, właśnie zostaliśmy zaatakowani przez tą drugą, która ukradła nam pewien ważny dokument. I tak się składa, że na podobne sytuacje szkoliliśmy was przez te sześć i dwa lata. Dzisiaj, właśnie za moment, wyślemy was na pierwszą misję, żebyście odzyskali nasze dokumenty, żeby te całe lata naszej organizacji nie poszły na marne.
Jerry uśmiechnął się słodko, a ja zmarszczyłem brwi.
- Czekaj - odchrząknąłem. - Skoro mamy te cyferki typu C-49, a zakładam, że C to Charlie, A to Alice i tak dalej, to te 49 i 48 to numery waszych małych żołnierzyków. W takim razie co się stało z tymi czterdziestoma siedmioma innymi?
Jerry zaśmiał się krótko i sztucznie.
- Wiesz, jak tu jest nagradzane zadawanie pytań - syknął. Cofnąłem się o krok, żeby znowu mnie nie walnął.
Wyprowadził nas z pokoju innymi drzwiami, wręczył każdemu broń i zaprowadził pustym korytarzem dalej. Nikt się nie odzywał. Alice szła przy mnie i z przerażeniem przyglądała się pistoletowi w jej ręce.
- Mamy tylko odebrać dokumenty, prawda? - spytała. - To po co nam broń?
- Zgadnij - prychnęła T-50, zanim Jerry zdążył nakrzyczeć Alice za zadawanie pytań.
- Skoro robimy napad na jakąś tajną organizację to nie powinniśmy raczej udawać kogoś z nich, zamiast chodzić z bronią i transparentem ,,Jesteśmy z tej złej organizacji i właśnie was napadamy''? - zapytałem.
Jerry rzucił mi przez ramię zdziwione spojrzenie.
- Chodzi o te urocze płaszczyki - wyjaśniłem.
- Wiem - wysyczał. - Dziwię się, że jeszcze nie znudziło cię zadawanie twoich głupich pytań.
- Czyli zadawanie pytań jest zabronione? - spytałem, uśmiechając się szeroko.
Nie odpowiedział, tylko uniósł pistolet i strzelił we mnie. Trafił w ramię, ale nie kulą tylko małą strzałką z jakimś płynem w środku. Prawie nic nie poczułem, gdy nagle ugięły się pode mną kolana i osunąłem się na podłogę.
nieeeeeeeeeeeeee
OdpowiedzUsuń