niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział Piąty

   Niski mężczyzna szarpnął mnie za ramię i posadził na krześle. Kobieta po drugiej stronie biurka znowu się uśmiechnęła.Wyglądała na trzydzieści, może trzydzieści pięć lat. Nie wiadomo jednak, czy w tym swoim genialnym laboratorium nie przeżyła tysiąca operacji plastycznych.
- Może najpierw, żeby przyjemniej nam się rozmawiało, przedstawię się i wszystko ci wyjaśnię - powiedziała.
- Miło by było - odparłem.
   Znowu się zaśmiała. Miałem dosyć jej sztucznego śmiechu.
- Nazywam się Rachel Bareilles - lekko kiwnęła głową. - Można tak powiedzieć, że jestem tutaj szefową, głową tej organizacji.
- Można tak powiedzieć, czy tak jest? - spytałem.
   Rachel się zaśmiała.
- Jesteś uroczy, ale zamknij się, jak ja mówię - zachichotała. - Założyliśmy tą organizację... Ale może po kolei. Dzięki naszym badaniom, dowiedzieliśmy się, kiedy i gdzie nastąpi Wielki Wybuch. Sześć lat nie miałeś dostępu do świata, więc oczywiście nie wiesz, co to jest. W ten dzień, kiedy ewakuowaliśmy Trish i Lucasa - to była dzień z naszych obliczeń - wybuchła dziura ozonowa i życie na Ziemi stało się niemożliwe. Dlatego wszyscy żyją teraz pod ziemią. W dniu Wielkiego Wybuchu zginęło wielu ludzi, ale prawie połowę udało się uratować.
- Dlaczego mnie i Alice porwaliście aż sześć lat temu? - spytałem.
   Rachel się zarumieniła.
- Obserwowaliśmy ciebie od kilku miesięcy - powiedziała, a ja się wzdrygnąłem. - Jesteś naprawdę wyjątkowy.
- Bo jestem zły?
   Znowu zachichotała. Następnym razem jej przyłożę.
- Bo jesteś wyjątkowy. Twoja mama o tym wiedziała, ale zbyt późno. Domyśliła się, że będziemy chcieli cię po naszej stronie, żebyś pomógł nam nad badaniami i dołączył się do naprawiania świata, ale od początku uważała nas za złych ludzi, szperających w umysłach innych. To, że Alice akurat za tobą pobiegła i trafiła tu razem z tobą: to była całkowita i niezaplanowana pomyłka. Ale postanowiliśmy, że nie ma sensu jej zabijać i podjęliśmy się pracy nad nią. Było o wiele gorzej niż z tobą, Trish czy Lucasem, ale daliśmy sobie radę.
- Co to znaczy, że podjęliście się nad nią pracy?
   Rachel nabrała głęboko powietrza.
- Nie zastanawiałeś się nigdy, skąd wiesz większość rzeczy, mimo tego, że skończyłeś naukę na klejeniu bibułą? - spytała, nachylając się lekko do przodu. - Nie zastanawiałeś się, skąd wiedzieliście, gdzie tamta organizacja ukryła dokumenty?
- Pytania są zabronione, to jak mogłem się dowiedzieć? - zawołałem.
   Rachel westchnęła.
- Nie mogliście niczego wiedzieć dla swojego dobra.
   Prychnąłem.
- Tanie gadanie! Każdy tak mówi, jeśli prawda jest cholernie ważna i cholernie straszna, więc skoro nie jest, to tak nie mówcie!
   Poprawiła sobie idealną fryzurę i spojrzała na mnie przepraszająco.
- Czasami ludzie nie rozumieją tego, co wiedzą i od razu oceniają, że jest to złe. Ludzie nie lubią nie rozumieć.
- A ja nie lubię żyć w niewiedzy - mruknąłem.
- Wracając do tematu: jeśli zastanawiałeś się, czemu co tydzień zaprowadzamy cię do jakiegoś laboratorium, a wiem, że się zastanawiałeś, to teraz dowiesz się dlaczego. To ma związek z tym, że wszystko wiecie, mimo iż nie chodziliście do szkoły. Co tydzień usypialiśmy każdego z was i wpajaliśmy wam wiedzę ogólną, która jest podstawą w życiu. Jak mówiłam, z Alice był większy problem. Nie była tak wyjątkowa jak wasza trójka i o wiele trudniej aplikowaliśmy jej wiedzę do głowy.
- Mówiąc ,,wyjątkowi'' masz na myśli ,,słabi umysłowo i łatwo ulegający''? - uniosłem jedną brew.
   Kolejny wkurzający chichot.
- Widzisz, jesteś bardziej wyjątkowi niż oni, bo jako jedyny na to wpadłeś - znowu przybrała poważny ton. - Udało nam się także wczepić wam urządzenia, dzięki którym możemy dostarczać wam takich informacji jak dzisiaj.
- Kontrolować nas - poprawiłem ją.
   Widać było, że traci cierpliwość.
- Nasza organizacja zajmuje się badaniem umysłu człowieka i reagowaniem w trudnych sytuacjach, a także poprawą tego reagowania. Trzeba będzie dużo popracować nad Lucasem... - zamyśliła się.
- Istnieje więcej takich organizacji? - spytałem.
- Tak, ale każda zajmuje się badaniem czegoś innego.
- Czym zajmuje się ta Złota Kraina?
   Rachel zmarszczyła brwi.
- Jaka Złota Kraina?
- Ta organizacja, w której dzisiaj byliśmy.
   Kiwnęła głową.
- Złota Róża. Zajmuje się badaniem emocji.
   Wybuchnąłem śmiechem. Rachel spojrzała na mnie pytająco.
- A ta tutaj to co? Czarna Róża? A może Czarny Tulipan?
   Rachel odchrząknęła.
- Czarna Orchidea.
   Znowu wybuchnąłem śmiechem.
- Czy wszystkie mają nazwę od kwiatków? - spytałem.
- Tak - odpowiedziała poważnie. Zielona Piwonia zajmuje się badaniem roślin - nie każda zajmuje się człowiekiem. Brązowy Storczyk jest od ziemi, Pomarańczowy Bławatek jest od zwierząt...
   Nie mogłem przestać się śmiać. Mroczna organizacja, która grzebie w umysłach ,,wyjątkowych'' ludzi i strzela usypiającymi strzałkami, a nazywa się Czarny Kwiatuszek.
- Skończyłeś? - spytała znudzona Rachel, czekając, aż przestanę się śmiać.
   Wyprostowałem się, ale dalej nie mogłem powstrzymać się od śmiechu.
- Jeżeli nie masz więcej pytań, to możemy cię już odprowadzić do pokoju.
   Zamyśliłem się.
- Skoro mam numer 49, a Alice 48 to co z pozostałymi czterdziestoma siedmioma? - spytałem.
- Te liczby są numerami naszych... wyjątkowych pomocników. Mieszkają na innych piętrach, a każde piętro ma swoich dwóch ,,prywatnych''. W każdej krytycznej sytuacji, jaka dzisiaj się zdarzyła, wybieramy zazwyczaj według ich wygody - tych, co się znają, oraz według naszej - tych, co są najbardziej wyjątkowi.
   Jeśli nie przestanie powtarzać w kółko ,,wyjątkowi'' to na serio zaraz oberwie, pomyślałem.
- A więc - Rachel wstała i się uśmiechnęła. - Myślę, że dzisiaj dużo się dowiedziałeś.
- Przynajmniej wiem trochę więcej niż wczoraj - stwierdziłem. - Ale... skoro nastąpił ten wasz Wielki Wybuch dziury ozonowej... to czemu nic nam się nie stało, kiedy dzisiaj wyszliśmy spod ziemi?
- Zaczynasz się palić dopiero po pięciu minutach - odparła szybko i niekonkretnie, patrząc na zegarek, który miała na ręce. - Skoro to już koniec, Daniel odprowadzi cię do twojego pokoju. Nie sądzę, że szybko mnie zobaczysz ponownie, ale ja będę cię widziała cały czas. Powinniście wszyscy odpocząć i przemyśleć wszystko, czego się dzisiaj dowiedzieliście.
- Mam jeszcze jedno pytanie - powiedziałem, schodząc z krzesła. - Czemu przez sześć lat nie mogłem się zobaczyć z Alice?
   Rachel westchnęła żałośnie.
- Dla waszego dobra - wyjaśniła. - woleliśmy, żebyście odizolowali się od całego świata.
- Czemu? - spytałem.
- Świat się zmienił. Ludzie się zmienili. Chcemy oszczędzić wam rozczarowania, kiedy któregoś spotkacie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz