niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział Ósmy

   Nie chciałem mieć w głowie głosu Rachel, ale nie dałem zatkać uszu mojemu umysłowi. Kiedy próbowałem zasnąć, ciągle gadała, jak bardzo jesteśmy wyjątkowi i jak wielkie postępy dzięki nam robi. Miałem gdzieś jej postępy, ale musiałem tego wysłuchiwać. Jedynym pocieszeniem dla mnie było to, że pewnie nie tylko mi truje tak całą noc, ale też Trish, Lucasowi i Alice. Oraz innym ''wyjątkowym pomocnikom''.
   Kiedy w końcu udało mi się zasnąć, niedługo potem się obudziłem. Siedziałem dalej w swoim pokoju, ale miałem zawroty głowy i siniaki na rękach. Usiadłem na łóżku i przetarłem oczy. Popatrzyłem na miejsce w ścianie, gdzie zawsze wisiał zegar, ale teraz go tam nie było. Nagle drzwi gwałtownie się rozsunęły, więc odwróciłem się w ich stronę. Do pokoju weszła szybko Ariana. Zanim zamknęła za sobą drzwi, zdążyłem zobaczyć, że na korytarzach nikogo nie ma, co świadczyło o tym, że jest albo środek nocy albo wczesny ranek. 
- Co jest? - spytałem, kiedy Ariana przysiadła na rogu mojego łóżka.
- Charlie, nie chciałam cię ze sobą zabrać do Złotej Róży, bo jest tam twoja rodzina - powiedziała i spojrzała mi w oczy. 
- Więc...? - spytałem, kiedy długo nie kontynuowała. 
- Kocham cię, Charlie - powiedziała, przytuliła się do mnie i pocałowała mnie.
   Nie ruszałem się przez chwilę z zaskoczenia, ale kiedy odsunąłem się od niej usłyszałem w głowie ten znienawidzony przeze mnie głos.
   Nie. Sprzeciwiaj. Się.
   Przewróciłem oczami, ale i tak odsunąłem się od Ariany. Jednak mocno mnie trzymała i objęła mnie w pasie nogami. Próbowałem rozpleć jej ręce z mojego karku i zrzucić ją delikatnie obok, ale ręce nie chciały się mnie słuchać. Westchnąłem. Kolejna próba Rachel. Wyprostowałem się i odwróciłem głowę w inną stronę. Ariana mnie puściła, ale dalej siedziała mi na kolanach. 
- Co teraz czujesz? - spytała. Jej zwykle szare oczy były teraz brązowe.
- Jestem wściekły - odparłem.
- Na kogo?
- Zgadnij! - krzyknąłem głośno i drzwi znowu się otworzyły. Stanął w nich Peter i ruszył w moim kierunku. Ariana zeskoczyła mi z kolan i wyszliśmy wszyscy z pokoju. Zamiast na korytarz, weszliśmy do gabinetu Rachel, w którym byłem wczoraj, kiedy wychodziłem z lustrzanego pokoju. 
- Bardziej się postaraj następnym razem - syknąłem do niej, kiedy wstała z fotela i podeszła do mnie.
- Możesz sobie mówić, co chcesz - obejrzała swoje paznokcie. - Ale ja i tak mam dokładnie zapisane wszystkie twoje emocje. 
   Wzruszyłem ramionami, chociaż trochę mnie to przeraziło. Nigdy nie chciałem, żeby ktokolwiek widział moje myśli i rozpoznawał emocje, które zawsze starałem się ukryć za kamienną miną. 
- Teraz też wiem, co czujesz - Rachel znowu podeszła do swojego biurka i spojrzała na ekran, na którym było pełno napisów. - Odprowadźcie go. 
   Peter szarpnął mnie w kierunku drzwi i prawie wlokąc za sobą po podłodze, zaprowadził mnie do pokoju. Zastanawiałem się (a) która jest godzina oraz (b) ile jeszcze badań Rachel będzie chciała przeprowadzić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz