Jak odzyskałem przytomność, ktoś ciągnął mnie po nierównej, kamiennej podłodze. Otworzyłem oczy i chwilę minęło, zanim odzyskałem ostrość. Byłem ciągnięty po podłodze przez Alice oraz T-50 za ręce i przy każdym zakręcie waliłem się w ścianę. Wyrwałem im się i usiadłem na podłodze, trąc oczy.
- Nareszcie - usłyszałem nad sobą głos Jerry'ego.
- Co to było? - spytałem.
Nie usłyszałem odpowiedzi. No tak, pytania są zakazane.
- Im mniej wiecie tym lepiej - mruknął Jerry. Z całego towarzystwa tej przeklętej organizacji był chyba najbardziej rozmowny.
Wziąłem do ręki mój pistolet i wystrzeliłem w ścianę. Zamiast kuli była taka sama mała strzałka z niebieskim płynem, który teraz wylał się na podłogę. Wstałem i schowałem pistolet do kieszeni.
- Będziemy z tego strzelać, powinniśmy wiedzieć, co to jest - stwierdziłem.
Jerry zniecierpliwiony z powrotem zaczął nas prowadzić korytarzami.
- W naboju jest płyn, który usypia ofiarę na dziesięć minut - powiedział. - Jak mówiłem, nie jesteśmy złą organizacją, więc nie będziecie zabijać tych ludzi.
Przewróciłem oczami. O tak. Byli naprawdę troskliwi.
Po chwili dotarliśmy do kolejnych metalowych drzwi, które, jak się okazało, były windą. Weszliśmy do niej, ale Jerry został na zewnątrz.
- Teraz wyjedziecie na powierzchnie - zaczął.
- Super - powiedziałem.
- Potem wejdziecie z powrotem pod ziemię.
- To już nie tak super - stwierdziłem.
- Odbierzecie im nasze dokumenty i wrócicie tu z powrotem. Powodzenia.
Drzwi windy się zamknęły, zanim zdążyłem jakkolwiek to skomentować. Kiedy poczułem, że zaczęliśmy wolno jechać do góry, T-50 przewróciła oczami.
- Jesteś naprawdę denerwujący - zwróciła się do mnie.
Uśmiechnąłem się szeroko.
- Dziękuję.
Alice westchnęła.
- Wiesz, jak ja się bałam, co z nami zrobią? - pisnęła. - Wiesz, co to znaczy siedzieć sześć lat w zamkniętej jaskini?
- Wiem - przewróciłem oczami. - Chyba porwali nas w tym samym dniu.
Alice prychnęła. Potem uśmiechnęła się i zwróciła do T-50.
- Jestem Alice.
Dziewczyna wysiliła się na uśmiech.
- Trish. To mój kuzyn Lucas.
Lucas wyglądał, jakby miał się rozpłakać. Siedział skulony w kącie windy i cały się trząsł. Obracałem w palcach pistolet i zastanawiałem się, jak teraz wygląda ziemia na powierzchni ziemi. Jak wygląda słońce. I czy może teraz wszędzie są takie jaskinie. I jak będzie wyglądała ta druga organizacja. I w ogóle: gdzie ona jest?
Otworzyłem szeroko oczy. Trish i Alice popatrzyły na mnie zdziwione.
- Co jest? - spytała Trish.
Nie odpowiedziałem, tylko zacząłem jeszcze szybciej myśleć. Skąd niby wiemy, gdzie jest ta organizacja? A skoro jest pod ziemią, to skąd byśmy wiedzieli, jak się do niej wchodzi? I jak wyglądają te dokumenty? I gdzie są? Czemu pytania były zabronione?!
- Charlie! - Alice pomachała mi ręką przed oczami.
Zamrugałem.
- Tak się zastanawiałem tylko - mruknąłem, nie odrywając się od swoich myśli.
- Nad czym?
- Nad tym, gdzie w ogóle powinniśmy iść, kiedy wyjdziemy na powierzchnię. I co tam w ogóle jest.
Trish się zastanowiła przez chwilę.
- Ostatnim razem, to jest dwa lata temu, kiedy tam byłam... - przegryzła wargę. - W ten dzień, kiedy nas porwali. Siedziałam w szkole jak codziennie, gdy nagle zaczęli nas z niej ewakuować. Nikt nie mówił, co się dzieje. Musieliśmy po prostu zostawić wszystkie rzeczy i uciekać. Kiedy wybiegłam ze szkoły, z tłumu wyłowiła mnie moja mama i zabrała mnie i Lucasa do auta, mówiąc to co wszyscy: że mamy uciekać. Nie zadawałam żadnych pytań, bo pomyślałam, że skoro jest czas tylko na uciekanie, to nie ma czasu na zastanawianie się nad odpowiedziami. Wyjechaliśmy spod szkoły i zaczęliśmy gdzieś jechać, ale nie mam pojęcia gdzie. Potem szyba w aucie się wybiła i chyba ktoś do nas strzelił... - odgarnęła włosy z twarzy i wyprostowała się. - Nie wiem, wtedy straciłam przytomność i obudziłam się tutaj.
To nie było odpowiedzią na żadne moje pytanie.
- Jak wtedy wyglądała Ziemia? - spytałem.
Trish wzruszyła ramionami.
- Normalnie. Żadnej wojny, żadnych robotów... Tak jak zawsze.
Westchnąłem. Nas drzwiami pokazywały się numerki, na jakim jesteśmy piętrze. 87. 86. 85. 84. Po minucie byliśmy na 50. Po kolejnej - na 20. W końcu winda się zatrzymała, drzwi się otworzyły, a ja nie mogłem się doczekać, co za nimi zobaczę.
A zobaczyłem niewiele. Wyschniętą ziemię. Drzewa, które wyglądały jak te, które musiałem wyklejać bibułą sześć lat temu. I nic więcej.
Popatrzyłem w górę. Nareszcie zobaczyłem słońce. Zmrużyłem oczy i przez kilka sekund wpatrywałem się w jasną kulkę na niebie. Potem zamrugałem i spojrzałem z powrotem w dół. Na popękaną, wyschniętą ziemię, w której były trzy źdźbła trawy na krzyż. Nie słyszałem żadnych śpiewów ptaków. Nie słyszałem nic oprócz oddechów naszej czwórki i cichego odgłosu windy, zjeżdżającej na dół.
- I co teraz? - spytała Alice.
- Pytania zabronione - przypomniałem jej i zrobiłem krok do przodu. Ziemia nie eksplodowała, nie pojawiły się żadne wiązki laserowe, nikt nie wyskoczył na nas z siekierą. Ruszyliśmy wszyscy do przodu, gdy nagle Trish stanęła zdziwiona i powiedziała:
- Idziemy źle - wyglądała na zaskoczoną tym, co mówiła, ale nie przestawała. - Musimy skręcić za tym drzewem, iść chwilę prosto, a gdy zobaczymy drzewo ze złotym mchem, to za nim jest przejście podziemne.
Popatrzyliśmy na nią z szeroko otwartymi oczami. Trish wyglądała na przestraszoną.
- Skąd to wiesz? - spytałem.
- Pytania zabronione.
- Ha, ha, ha.
- Nie wiem, po prostu wiem - otrząsnęła się i ruszyła w odpowiednim kierunku. - Jakiś głos pojawił się u mnie w głowie i sama automatycznie zaczęłam to mówić.
Przyjrzałem jej się uważnie. Nie wyglądała, jakby nas okłamywała, ale nie miałem pojęcia, skąd wiedziała, jak iść. Popatrzyłem pytająco na Alice, ale miała wzrok wbity w ziemię. Lucas najwyraźniej szukał miejsca, gdzie będzie mógł się schować. Przewróciłem oczami. Szliśmy jakieś dwie minuty, gdy przed nami pojawiło się drzewo obrośnięte złotym mchem. Przeszliśmy je, szukając jakiegoś wejścia pod ziemię. Nagle usłyszałem odgłos windy i odwróciłem się w tamtym kierunku. Z pod ziemi wyjechała winda z dwoma mężczyznami w środku. Obaj ubrani byli na złoto i gdyby nie trzymali broni, wybuchnąłbym śmiechem. Za to wszyscy wycelowaliśmy w nich pistoletami i po chwili obaj leżeli na podłodze w windzie. Trish i ja wyciągnęliśmy ich na ziemię i wszyscy weszliśmy do pustej windy.
- Jak myślicie, na którym piętrze? - spytała Alice.
- Dwieście czterdziestym szóstym - odezwał się nagle Lucas. Wyglądał, jakby miał zamiar się rozpłakać, że cokolwiek powiedział. - Nie patrzcie tak na mnie, nie wiem, skąd to wiem.
Przewróciłem oczami. Ta dwójka była podejrzana. Trish wpisała na małej klawiaturce liczbę 246 i zaczęliśmy jechać w dół. Nikt się nie odzywał, Lucas zaczął płakać, a ja miałem ochotę walić głową w ścianę. Kiedy drzwi windy się otworzyły, stanęliśmy w złotym korytarzu. O matko, ta organizacja chyba nazywała się Kraina Złotego Brokatu i Wesołych Dziewczynek, bo zewsząd było słychać dzikie chichotanie. Wyszliśmy ostrożnie, ale nigdzie znowu nie pojawiły się złote, chichoczące wiązki laserowe, więc ruszyliśmy spokojnie złotym korytarzem. Myślałem, że dostanę zawrotów głowy. Już znienawidziłem złoty.
- To gdzie są dokumenty? - spytała cicho Alice.
Nagle coś zaczęło gadać w mojej głowie. Nie znałem tego głosu i poczułem, że muszę powiedzieć to, co mi dyktował.
- Pokój 1988 - powiedziałem. - Trzecia szuflada od dołu, jest na kod, ale hasło jest takie samo jak numer pokoju. Bardzo sprytne.
Alice wytrzeszczyła oczy.
- Nie wiem, skąd! - krzyknąłem, zanim ktokolwiek zdążył się odezwać.
- No to prowadź - westchnęła Trish.
Nogi same zaczęły mnie prowadzić przed siebie, potem skręcić w lewo, lewo, prawo, lewo, lewo i prosto. Weszliśmy po krótkich schodach na górę i z daleko zobaczyłem czarne ,,1988'' na złotych drzwiach. Czemu tu, do cholery, wszystko było złote?
Stanęliśmy ostrożnie pod drzwiami i ustawiliśmy się gotowi do strzału. Trish nogą otworzyła drzwi i wszyscy weszliśmy do pokoju z bronią przed sobą. W pokoju, przed biurkiem, siedziała tylko przestraszona dziewczyna z długimi rudymi włosami i złotej sukience. Mój wzrok padł na biurko i trzecią szufladę od dołu. Tylko na jej jednej była mała klawiaturka do wpisania kodu. Przewróciłem oczami.
- Siedź spokojnie - powiedziałem, celując w nią pistoletem i przesuwając się ostrożnie w stronę biurka. Dziewczyna nawet nie drgnęła. Była na celowniku trzech osób (Lucas chyba dalej stał na korytarzu), więc nie miała wyjścia. Wpisałem kod, otworzyłem szufladę i zacząłem zastanawiać się, jak właściwie wyglądają te dokumenty. Kiedy zobaczyłem wśród papierów mały, czarny pendrive, byłem pewny, że to to. Przynajmniej tak powiedział ten sam głos w mojej głowie. Wziąłem pendrive'a i wycofałem się wolno do drzwi. Dziewczyna odetchnęła i wybuchnęła śmiechem.
- Na szczęście wy tylko po to! - zaśmiała się. - Myślałam, że chcecie mnie zabić.
Wbiliśmy w nią zdziwiony wzrok.
- Bierzemy ją jako zakładnika - zakomenderowała Alice.
- Skąd wiesz, że potrzebują zakładnika? - spytałem.
Alice westchnęła.
- Ja nie wiem. Ale ktoś w mojej głowie mi to powiedział.
Kiwnąłem głową.
- Z chęcią będę waszym zakładnikiem - uśmiechnęła się dziewczyna i wstała z krzesła.
Zamrugałem, nic nie rozumiejąc. To za bardzo wyglądało na ustawione. Ale skoro się zgadza, niech idzie z nami.
Ruszyła za nami do wyjścia i wybiegliśmy z Krainy Złotego Brokatu i Wesołych Dziewczynek tak, jak do niej weszliśmy. Dziewczyna przez całą drogę zachowywała się równie dyskretnie jak my. Kiedy drzwi windy się za nami zamknęły, uśmiechnęła się do nas szeroko.
- Jestem Ariana - wyciągnęła przed siebie rękę.
Gdzieś w mojej głowie zakopana była informacja, że tak sześć lat temu moja mama uczyła mnie witać się z innymi, ale teraz nawet nie drgnąłem. Zupełnie jak pozostali. Ariana patrzyła na nas swoimi wesołymi szarymi oczami, czekając, aż też się przedstawimy. Myślałem, że w głowie usłyszę jakiś głos, że mam coś powiedzieć, ale nic nie słyszałem.
Kiedy wyszliśmy z windy, złoci strażnicy jeszcze byli uśpieni. Ariana z uśmiechem przeskoczyła nad nimi i spokojnie za nami szła, kiedy prowadziliśmy ją kawałek przez las.
- Naprawdę was nie rozumiem, jak można ubierać się na czarno i nawet się nie odzywać - westchnęła. - Ale zawsze uważaliśmy ich za złych. Kontrolowanie ludzkich umysłów - wzdrygnęła się. - tak jakby to było dobre.
Chciałem coś odpowiedzieć, ale Alice nachyliła się do mnie.
- Czemu tam wracamy? - spytała cicho. - Czemu nigdzie nie uciekniemy? I nie mów ,,pytania zabronione'' bo w ciebie strzelę.
- Gdzie niby chciałabyś uciekać? - prychnąłem szeptem. - Do tej złotej krainy? Przecież tutaj nie ma już do czego uciekać.
Alice westchnęła i wbiła wzrok w swoje buty. Że też na podeszwach żaden z nas nie miał wyrytego swojego kodu. Kiedy zbliżyliśmy się do lekkiego, kwadratowego wgniecenia w ziemi, wyjechała spod niej winda i wszyscy do niej wsiedliśmy. Była o wiele większa od windy w Złotej Krainie, co zafascynowało Arianę. Poruszała się także znacznie szybciej niż tamta i po trzech minutach się zatrzymała. Kiedy drzwi się otworzyły, stał za nimi Jerry z dwoma mężczyznami w takich samych płaszczach.
- Dobra robota - uśmiechnął się Jerry i uniósł jedną brew. - Gdzie dokumenty?
Trish wyjęła z kieszeni czarnego pendrive'a. Jerry kiwnął głową na jednego z mężczyzn, stojących za nim.
- Peter, zajmij się tą dziewczyną - popatrzył z powrotem na nas. - A wy pójdziecie ze mną.
Peter szarpnął wesołą Arianę za ramię i poprowadził korytarzem w lewo, a my poszliśmy za Jerrym w prawo. Kiedy zatrzymaliśmy się przy małym okienku w ścianie, musieliśmy oddać tam broń i ruszyliśmy dalej. Pokój, do którego weszliśmy, wyglądał trochę jak poczekalnia. Pod ścianami stały rzędy plastikowych krzeseł. na każdej ścianie był metalowe drzwi.
- Dobrze - Jerry wskazał na jedne z metalowych drzwi. - Teraz każde po kolei tam wejdzie. Nie pytajcie, co tam jest, dowiecie się. Nie martwcie się, o ile nie będziecie zadawać głupich pytań i pyskować, nic wam się nie stanie.
- Czemu mam wrażenie, że na mnie patrzysz? - spytałem, a Jerry przewrócił oczami i spiorunował mnie wzrokiem.
Metalowe drzwi się otworzyły i stanął w nich koleś taki sam jak wszyscy. Z bronią, w czarnym płaszczu.
- Alice Benson - powiedział, po czym zamknął drzwi.
Jerry popchnął lekko Alice w kierunku drzwi. Rzuciła mi przestraszone spojrzenie i weszła do środka. Nasza trójka (Jerry zostawił nas samych i wyszedł) usiadła na plastikowych krzesłach, jak najdalej od metalowych drzwi. Wywoływano nas alfabetycznie, bo potem przyszła kolej na Lucasa George'a i Trish Lanrose, a dopiero potem wywołali mnie. Kiedy mnie wołali, nawet nie drgnąłem z miejsca. Niski mężczyzna wywrócił oczami, podszedł do mnie i siłą wprowadził mnie do pokoju za metalowymi drzwiami. Było w nim ciemno, światło zwrócone było tylko na puste krzesło i biurko pod ścianą. Za biurkiem siedziała wysoka kobieta w czarnej sukience, w jakie zawsze ubierały się stewardessy. Miała czarne włosy ściągnięte w koka i siedziała tak prosto, że każda linijka połamałaby się z zazdrości.
- Usiądź - uśmiechnęła się i wskazała krzesło po drugiej stronie biurka. - Czekałam na to spotkanie.
Znowu nawet nie drgnąłem, wpatrując się w nią szeroko otwartymi ze zdumienia oczami. To jej głos słyszałem w głowie.
miałam nadzieję że będzie miał 10 lat przez całą książkę
OdpowiedzUsuń